Lód
Brak odwagi, by pociągnąć za spust.
Lek przed wzięciem tabletki do ust.
Mając ostry nóż w swojej ręce
nie chcę o tym myśleć więcej.
Tylko bezradność czuję.
Złość do Boga się we mnie gotuje.
To przecież On zgotował mi ten los!
Codziennie dokłada zapałkę na mój stos.
Nie chcę, nie potrafię tak już.
Jednak żyję, jestem tchórz…
Modlę się mając nadzieję,
ale wiara jak lód topnieje.
Teraz trwa cisza po burzy.
Ja stoję w łez kałuży
i czekam na cud
stopniał lód…
Arkadiusz Serweryn Piotr
Racibórz 30 V ‘09